Świat kobiety

Oksy

Pierwsze okulary Borsuk dostał, gdy miał jakieś półtora roku. I za cholerę nie chciał ich nosić. W nanosekundach liczyliśmy ich obecność na Borsuczym nosie. A potem jak latający spodek wirowały w powietrzu, żeby wyhamować parę metrów dalej na ziemi.

Próbowaliśmy raz, drugi, trzydziesty…

A skutek ten sam.

Nie naciskaliśmy, tym bardziej, że Borsuk nie ma typowej wady wzroku. Nie jest ani daleko, ani krótkowidzem. Boro od urodzenia ma nierozwinięte do końca nerwy wzrokowe. Nie wszystkie elementy wewnętrzne oka zdołały się wykształcić.

Nie mieliśmy na to żadnego wpływu.

Jak to nam kiedyś ktoś obrazowo próbował wytłumaczyć – około 6 tygodnia ciąży jak w komputerze zawiesił się system i na jakiś czas przestał działać. Potem wszystko znowu ruszyło, ale strat nie udało się nadrobić.

Taki fart.

Takie fatum.

Jeden – pożal się Boże – wielkiej sławy Pan Profesor okulista, gdy Boro miał 2 miesiące przeprowadził rzeźnicze badania (traktował Borsuka jak lalkę-szmaciankę bez uczuć, a nas jak debili), a potem poskrobał coś w swoich papierach i ruszył do drzwi.

Chyba już kiedyś o tym pisałam, ale ja – zwykle spolegliwa, wtedy jak doktor Jekyll przemieniłam się nagle w pana Hyde`a – czyli rodzica roszczeniowego.

-Ale zaaaaraz! Czy moglibyśmy się czegoś dowiedzieć?

Zaskoczony guru okulistyki drgnął z ręką zawieszoną na klamce przy drzwiach wyjściowych.

Ktoś śmiał coś od niego chcieć?

Bez jego zgody?

Szok!

I to jeszcze baba!!!

Musiałam jednak być wiarygodna jako Mr Hyde, bo zawrócił, usiadł na krzesełku i zaczął tę swoją naukową paplaninę.

– Zaraz zaraz zaraz – przerwałam mu w pół zdania – a tak po ludzku można? – warknął Hyde.

Przytkało go. Ale zaczął wyjaśniać, że generalnie porażka, dziecko roślina, można próbować coś z okularkami, ale to bez sensu, szkoła? – zapomnijcie! Nie ma szans!

Wgięło nas w podłogę…. aż do parteru.

Nie mogliśmy się pozbierać.

A gdy jeszcze później od innych lekarzy usłyszeliśmy, że dziecko pewnie też nie będzie słyszeć, to poziom energii spadł nam do minus 600.

Minęły dwa lata i co?

Borsuk słyszy doskonale – wręcz istnieje duża szansa, że w przyszłości zostanie muzykiem. Widzi nawet pyłki na podłodze. Ipada obsługuje lepiej niż ja, a literki (tak, dobrze profesor słyszy!) literki są jego ulubioną zabawą! Wszędzie (!) znajdzie i przeczyta samogłoski. Chociaż te już mu się trochę nudzą, więc teraz zabiera się za spółgłoski.

A ma dopiero 2,5 roku.

Zastanawiam się po co oni to robią?

Po co wydają te durne sądy nie mając pewności jak dziecko będzie się rozwijało.

Nie jesteśmy pierwsi i pewnie nie ostatni, którym kilkukrotnie świat walił się na głowę przez takie mielenie ozorem.

Tym większą mamy teraz satysfakcję.

Borsuk może mieć ubytki w polu widzenia w jednym i drugim oku. To tak jakbyście spróbowali przyłożyć sobie palec do połowy oka. Tam gdzie będzie palec, macie czarną plamkę. Ale to nie znaczy, że całej reszty nie widać.

Zresztą mózg jest tak plastyczny, że to czego oko niedowidzi, mózg potrafi sobie dopowiedzieć.

Ograniczone pole widzenia powoduje jednak, że oczka mogą układać się tak, by lepiej widzieć.

Stąd przy oglądaniu rzeczy z bliska, powstaje wrażenie jakby jedno oczko zezowało do środka.

Z okularkami postanowiliśmy spróbować, by to uciekanie gałek odrobinę zniwelować.

Borsuk był jednak niezłomny jak Zawisza.

My jemu okulary, a on nam lot komety.

Po długiej nieobecności okularów na Borsuczym nosie, kiedyś dla jaj założyłam mu je, a one…. zostały!

Baaaa!

Borsuk sam je sobie zaczął zakładać!

Poszliśmy za ciosem.

Zaczęliśmy mu je zakładać codziennie.

Sukces.

Do czasu, aż Boro wkroczył w fazę: „uwielbiam rzucać”.

Ostatnio tak rzucił oksami, że przez dwa dni nie mogliśmy ich znaleźć.

Przeryłam całą chatę i… nic.

Jak kamień w wodę.

Postanowiliśmy więc wyrobić mu nowe. Tym bardziej, że te stare już zaczęły robić się trochę przyciasne.

I kiedy już zorganizowałam nową receptę, okulary się znalazły.

… za kocią kuwetą!

Boro z Trollem zostali w domu, a ja pojechałam do pracy.

Dwie godziny później zadzwonił Troll, że Babcia się popłakała, bo… rozdeptała okulary, które ledwo co się znalazły.

Ona płakała.

My też.

Ze śmiechu… jak można się czymś tak błahym przejmować.

-Mamo, to tylko rzecz! – tłumaczył Troll.

Ale Babcia jak to Babcia, swoje wie.

Babciu Borsuka, Boro ma już NOWE oksy.

Możesz je sobie spokojnie deptać, bo podobno są niezniszczalne.

Nawet pies ich nie zeżarł.

A podobno niejeden już próbował 😉

2 komentarze

  • Odpowiedz
    jadwiga
    6 maja 2016 at 19:22

    BORO JEST LUKSUSOWYM DZIECKIEM A KONOWAŁY NA ZAWSZE POZOSTANA KONOWAŁAM
    J

    • Odpowiedz
      kate
      27 września 2016 at 23:04

      nooooo też tak myślę

    Zostaw odpowiedź