Świat kobiety

W cudzych butach

W domu mamy następujący podział ról: ja – opłaty za mieszkanie, prąd, gaz i żarcie, Troll – cała reszta – telefony, internety, kredyty, auta.

Jako, że w ostatnim czasie gość mnie ostro wnerwia, stwierdziłam, że nie będę go o nic prosić.

Bez łachy!

Więc kiedy wracaliśmy z Borsukiem w niedzielę z Targów Budowlanych i w aucie zapalił się komunikat: „check tyre pressure”, natychmiast zapaliła mi się też  w  głowie lampka: Oho, będzie zonk!

Najpierw upewniłam się u Wujka Googla, co to jest ten „tajer”.

Na samochodach znam się tak jak na telefonach: auto ma jeździć z punktu A do punktu B, a co mnie obchodzi jak.

Już w drodze powrotnej z targów zajechałam na stację benzynową.

Trochę czułam się tak, jakby kazano mi wysłać ludzi na Marsa.

Równie dobrze można by dać facetowi serwetkę do wyhaftowania ściegiem Richelieu.

Gdy zobaczyłam rowerzystę, który pompuje swoje dwa kółka, trochę mi ulżyło: w razie problemów machnę rzęsami, albo będę robić za blondynkę (czapkę mam to się nie wyda).

Wysiadłam z auta gotowa od razu przystąpić do planu B.

Pan jednak na starcie wbił mnie w asfalt.

-Chyba nic z tego nie będzie. Nie pompuje. Najwyraźniej uszkodzony.

-Ale ja tu sytuację kryzysową mam! -powiedziałam jak pani z kiosku Ruchu w „Misiu”.

-Jak każdy – uśmiechnął się rowerzysta pokazując mi sflaczały rower.

No nic, szukamy następnej.

Tak łatwo nie zamierzałam się poddać.

Na kolejnej stacji jeden gość odkurzał auto, a drugi (zajmując miejsce przy kompresorze) pstrykał mu zdjęcia.

Noszzzz kuźwa, nie mieli kiedy wystawiać szrotu na allegro, czy innym otomoto?

Miałam dość.

Na dzisiaj.

Kolejnego dnia toczyłam się do pracy jak niedzielny kierowca, byle mi się jakieś auto-atrakcje po drodze nie przytrafiły.

Po pracy wpadłam na genialny (jak mi się wydawało) pomysł, że zajadę do myjni przy galerii handlowej zamiast bujać się po wszystkich stacjach benzynowych w mieście i może tam Panowie podrasują buciki w moim aucie.

Ale i tu porażka.

Zero sprzętu.

Nawet małej, złamanej pompki!

Panowie wysłali mnie na stację po sąsiedzku.

Miałam  już wszystkiego po kokardkę.

Zostawiłam więc auto w myjni, a sama postanowiłam poczuć wiosnę i kupić sobie coś w ludzkim sklepie.

Pół godziny wystarczyło, żebym przeszła dwa poziomy galerii i stwierdziła, że nic tam dla mnie nie mają.

No dobra, mają – moją ulubioną spódnicę plisowaną w pudrowym, różowym kolorze.

Ale nie za 170 zyla!

Zjadłam obiad  licząc, że tym razem się nie zatruję i nie będę rzygać jak kot po zżarciu trawy (w ciągu 2 miesięcy nowego roku całowałam kibel częściej niż przez całą ciążę).

Po godzinie auto było pachnące i wypucowane.

I sprawiło mi więcej frajdy, niż ta kiecka, której nie kupiłam.

Podjechałam na sąsiadującą z myjnią stację.

Noszzz ja pierdziu, albo ja ślepa jestem, albo tu nie ma takiego stanowiska!

– Proszę tu nie parkować! – wydarła się panienka z benzynowego okienka.

-Nie parkuję, tylko szukam gdzie tu można napompować koła! – warknęłam, bo już mi nerw skakał w górnej granicy skali.

-Z tyłu – odpowiedziało mi okienko i … się uśmiechnęło szczęśliwe, że zaraz będzie miało przed sobą wolną przestrzeń.

Z tyłu to były 2 stanowiska: jedno zajęte przez pana z odkurzaczem, a drugie – przez jakiegoś gnoma, który najprawdopodobniej poszedł do galerii handlowej na zakupy.

-Jeeeeeeeeeeeeeeeezuuuuuuuuuuuuuuuu dobijcie mnie!

Wnerwiona pojechałam na kolejną stację.

Ta dla odmiany była zamknięta, bo jeszcze w budowie.

Po drodze do domu została mi jeszcze jedna do odhaczenia.

-A tu  do cholery co  będzie???? – burczałam – Potop? Plaga komarów? Czy szarańcza!

A tam…  nic.

Pan odkurzał sobie spokojnie auto, a stanowisko obok świeciło pustkami.

-Na bank kompresor będzie uszkodzony – już snułam  kolejną czarną wizję.

6 punktów w  2 dni!

I żadnego postępu!

Okazało się, że ten szósty, nie dość, że był wolny to  jeszcze… działał!

-Do ilu się pompuje? – zapytałam gościa z odkurzaczem obok  – do  2, czy 2,5?

-Wie Pani, nie wiem, bo to w  każdym samochodzie jest inaczej, ale w aucie powinno być gdzieś napisane.

I tak oto odkryłam, że rzeczywiście – na drzwiach była naklejka, z rozpiską, że przednie koła pompuje się inaczej niż tylne.

Pełnia szczęścia była kompletna: na kompresorze była instrukcja obsługi.

Pyknęłam 4 kółka i pojechałam dalej.

Na zakupy.

Bluza z lumpa za 2 dychy też daje radę.

I kiedy taka uszczęśliwiona podjechałam na parking przed blokiem, przypomniało mi się, że właśnie ocieplają mi blok.

I jak śnieg sypią mi się po osiedlu  kulki ciętego styropianu.

Na łyse trawniki…

Na chodniki…

Na… moje wypucowane auto (????)

Oooooo nieeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Brak komentarzy

Zostaw odpowiedź